O autorze
Prezes Healthy Culture Action Tank organizacji badającej rozprzestrzenianie się trendów dotyczących zdrowia. W INNPoland pisze o telemedycynie w Polsce i na świecie, rozwoju i wdrażaniu nowych technologii w medycynie oraz roli zdrowia w rozwoju gospodarki.

Strateg komunikacji z wieloletnim doświadczeniem na rynkach międzynarodowych, specjalizuje się we wdrażaniu nowych technologii na rynki CEE. Autorka książki "Hello Reputation: We Trust People. We Remember Stories. We Buy Experiences".

Sekretne życie danych

Gloryfikujemy Netflix za wykorzystanie danych do stworzenia takich hitów jak House of Cards. Analityk big data to według ostatnich doniesień najseksowniejszy zawód świata. A jednak niektórzy wciąż puszczają na Facebooku łańcuszki zastrzegające prywatność danych. Co naprawdę warto wiedzieć o sekretnym życiu naszych danych?

Anonimowość nie istnieje
“Udostępniamy wyłącznie anonimowe dane”. W ten sposób wiele firm pragnie nas przekonać, że korzystanie z ich usług jest bezpieczne. W rzeczywistości do reidentyfikacji wystarczą dane z dwóch źródeł. Naukowcy z Columbia University i Google stworzyli algorytm, który pozwala na porównanie danych z Twittera, Instagrama i Forsquare’a w celu połączenia kont prowadzonych przez te same osoby. Okazuje się, że wystarczą do tego dane geolokalizacyjne. Na ile jesteśmy bezpieczni? Aplikacja You Are Where You Go pozwala na przeanalizowanie swoich danych z powyższych platform pod kątem ustalenia wieku, pochodzenia, dochodów i posiadania dzieci.

Zagrożeniem dla prywatności nie są tylko te dane, które sami udostępniamy, ale również te pochodzące od administracji publicznej. W 2013 roku Nowy Jork opublikował informacje o 173 milionach przejazdów taksówkami. Dane teoretycznie zostały zanonimizowane, ale proces udało się łatwo odwrócić. Nowe dane zostały opublikowane przez informatyka, który je przerobił, a ciekawi internauci po porównianiu numerów taksówek i zdjęć celebrytów wsiadających do taksówek dopasowali ich do przejazdów.

Dane geolokalizacyjne okazują się drugim najbardziej wrażliwym typem danych zaraz po zdrowotnych. Szybki rozwój analizy big data na potrzeby m. in. sztucznej inteligencji oraz coraz częstsze zastosowanie inteligentnych technologii w domach i biurach (Internet of Things) sprawiają, że dane te stają się zagrożeniem nie tylko dla naszej prywatności, ale też bezpieczeństwa. Jednak udostępniamy je bez namysłu. Czasem bezwiednie, bo są automatycznie włączone w ustawieniach telefonu. Czasem z chęcią, aby zbudować swój wizerunek. W końcu kawa w Starbucksie bez polubień znajomych się nie liczy.

Kto zbiera nasze dane?
Logika wskazywałaby, że dane klientów posiada firma, której są one niezbędne do wykonania usługi. W praktyce biznes obrotu danymi konsumentów jest tak duży, że pokusa dorobienia na sprzedaży danych niczego niepodejrzewających klientów lub wręcz stworzenia usługi, aby zyskać cenne dane jest zbyt duża.

Pokemon Go, hit lata 2016. Mało który użytkownik rejestrujący się przez konto Google zwrócił uwagę na politykę prywatności firmy – aplikacja miała prawo dostępu do wszystkich danych powiązanych z kontem Google. Po nagłośnieniu sprawy przez dziennikarzy Niantic poprawił swoją politykę prywatności. Nie można też zapomnieć o firmach obsługujących portale, z których korzystamy. Serwery, platformy płatnicze, dzięki nim usługi cyfrowe działają szybko i sprawnie. Ale przy okazji zbierają duże ilości danych konsumentów, które potem sprzedają bez ich wiedzy i zgody. Wprawdzie amerykańska Federalna Komisja Łączności w kwietniu tego roku stworzyła propozycję ograniczenia tego typu działań, ale i tak umożliwia ona wiele nadużyć.

Firmy powinny pamiętać, że ryzyko niekoniecznie musi się okazać opłacalne, zarówno, jeśli chodzi o wizerunek jak i potencjalne koszty. W sierpniu br. Kyle Sullivan wniósł sprawę przeciwko wydawcy kultowego magazynu Rolling Stones z powodu sprzedaży danych subskrybentów bez ich zgody. Wyrok w tej sprawie może nadać ton dalszej debacie publicznej nt. prywatności w świecie cyfrowym.

Ewoluujący status prawny

Dane to dziś dla firm cyfrowe Eldorado. Mieszkańcy Unii Europejskiej mogą czuć się trochę bezpieczniej dzięki zaangażowaniu Wspólnoty w ochronę prywatności mieszkańców. Po decyzji WhatsApp o udostępnieniu danych Facebookowi do celów marketingowych z niegdyś szyfrowanej aplikacji, użytkownicy na całym świecie podnieśli protest. Ale to państwa z Unii Europejskiej najskuteczniej przeciwdziałają nowym zasadom naruszającym prywatność europejskich internautów. W Niemczech wymiana danych została zakazana, kolejna może być Wielka Brytania. A od 2018 roku wszystkich mieszkańców UE ma chronić General Data Protection Regulation, która pozwoli m. in. na prawo do bycia zapomnianym oraz prawo do wyjaśnienia decyzji podjętej przez algorytm.

Z drugiej strony państwa regularnie zwiększają swoją ingerencję w prywatność obywateli i dostęp do danych, co może negatywnie wpłynąć na nasze codzienne życie i prawa obywatelskie. Do krajów umożliwiających swoim służbom śledzenie działań obywateli dołączyła niedawno Szwajcaria. Szwajcarskie agencje wywiadowcze mogą legalnie hakować i instalować oprogramowanie szpiegowskie, zakładać podsłuchy w telefonach i komunikatorach internetowych oraz montować ukryte kamery i podsłuchy w prywatnych lokalach. Chociaż tego typu decyzje cieszą się dużym poparciem społeczeństwa ze względu na regularne ataki terrorystyczne na terenie Europy, to patrząc na problem z perspektywy długofalowej bardzo łatwo tu o nadużycia.
Trwa ładowanie komentarzy...